Top
STRONA GŁÓWNA
BITWY
KSIĘGA GOŚCI
MAPA STRONY

Zdobycie Jerozolimy

Walka o miasto

Na ostatniej radzie wojennej przed bitwą wyznaczono termin szturmu na noc z 13 na 14 lipca. Główne uderzenia miały wyjść od strony południowej oraz północno-wschodniej, natomiast północno-zachodni narożnik umocnień miał być kierunkiem pomocniczym, służącym jedynie do odciągnięcia części sił od głównych kierunków uderzeń. Pierwszym krokiem prowadzącym do zdobycia Jerozolimy musiało być zasypanie szerokiej fosy okalającej miasto w miejscach, gdzie do muru miały być dostawione beluardy. W zadaniu tym brali udział nie tylko rycerze, ale też zwykli pielgrzymi, którym Rajmund płacił denara za każde trzy kamienie wrzucone do fosy. Misja ta była niebezpieczna, muzułmanie nie szczędzili bowiem atakującym ani strzał, ani ognia greckiego i wielu ludzi straciło podczas niej życie, ale chętnych nie brakowało. Mimo twardej obrony, przy wsparciu dziesiątek katapult ostrzeliwujących mury Jerozolimy, w ciągu kilku godzin krzyżowcom udało się zapełnić przeszkody kamieniami, wiązkami słomy i ciałami poległych ludzi.

Zdobycie Jerozolimy

Zdobycie Jerozolimy

Pierwsza z beluard dotarła do muru już wieczorem 14 lipca. Przez chwilę wydawało się, że Tuluzańczykom uda się zepchnąć obrońców z umocnień i zrobić miejsce kolejnym oddziałom, lecz gwałtowny kontratak poprowadzony pod okiem Iftichara ad-Dauli zdołał uratować sytuację. Walka trwała przez całą noc. Obie strony zdawały sobie sprawę, że ważą się losy miasta jak i całej wyprawy krzyżowej.

Rano 15 lipca do muru przylgnęła również druga z beluard, na szczycie której walczyli między innymi zakuci w zbroje, zbryzgani krwią zabitych wrogów Gotfryd i Eustachy. Około południa Lotaryńczykom udało się przerzucić pomost na mur. Był to przełomowy moment bitwy. Wycieńczeni wielogodzinną walką Saraceni stawiali coraz słabszy opór i nie byli już w stanie zepchnąć napastników. Pierwsi na mury wdarli się Litold i Gilbert z Tournai z oddziałem doborowych rycerzy, a zaraz za nimi przedarł się Gotfryd. Zdobycie tego niewielkiego odcinka murów pozwoliło na przystawienie drabin, po których nie dziesiątki, lecz setki krzyżowców przedostało się do miasta. Być może jeszcze rozpaczliwy kontratak świeżymi rezerwami mógł odmienić losy bitwy, ale Iftichar nie miał już wolnych oddziałów, a poza tym nie mógł być w kilku miejscach jednocześnie. Dzielnych do tej pory muzułmanów zaczęła z wolna ogarniać panika. Co róż to jeden z drugim puszczał broń i rzucał się do ucieczki. Walka powoli przenosiła się z murów ku centrum miasta.

Część rycerzy zbiegła z murów i zdobyła Bramę Kolumny. Do miasta przez otwarte na oścież wrota około godziny piętnastej wpadła wielotysięczna armia krzyżowa. To definitywnie przesądziło o losie Jerozolimy. Saraceni próbowali jeszcze stworzyć ostatnią linię obrony za murami meczetów Kopuła na Skale oraz Al-Aksa, ale depczący im po piętach ludzie Tankreda nie dali im na to czasu. Wpadli tuż za wycofującymi się Saracenami i wycięli ich nim zdążyli zorganizować jakikolwiek opór. W ręce Tankreda wpadł przy okazji tłum cywilów, który za ocalenie życia miał zapłacić słony okup.

Ostatnim punktem oporu Iftichara i jego gwardii przybocznej była Wieża Dawida, ale namiestnik miasta był pewny, że nie ma żadnych szans i albo głodem, albo siłą wieża zostanie zdobyta. Zaproponował więc Rajmundowi poddanie się i przekazanie wszystkich skarbów i zapasów broni w niej zgromadzonych. W zamian oczekiwał gwarancji bezpieczeństwa dla siebie i swoich ludzi. Dla Rajmunda sama cytadela była łakomym kąskiem, nie mówiąc już o jej zasobach, więc z radością przystał na tę propozycję. Iftichar wraz z garstką ocalałych opuścił Jerozolimę pod eskortą rycerzy Rajmunda i udał się do opanowanego przez Fatymidów Askalonu. Byli to jedyni muzułmanie, którzy ocaleli z pogromu.

Rzeź mieszkańców

Gdy ustał opór regularnych oddziałów wojska, krzyżowcy skierowali swój gniew przeciwko bezbronnym tłumom cywilów, głównie kobiet, starców i dzieci. Masakra ludności trwała całą noc i wiele godzin następnego dnia. Nikt nie mógł liczyć na łaskę. Dla krzyżowców zabijani byli tymi, którzy znieważali Krzyż, tymi, przez których od kilku lat przyszło im cierpieć katusze z głodu i upału, tymi, którzy nocami zatruwali studnie i rzucali czary. Ci wszyscy poplecznicy szatana zasługiwali jedynie na śmierć! Ale krzyżowcy nie mordowali tylko muzułmanów. Ze zwierzęcą satysfakcją polowali na Żydów, którym Iftichar pozwolił pozostać w mieście. Nie uratowali się nawet uciekinierzy z meczetu Al-Aksa, nad którymi osobistą pieczę objął Tankred. Nie pomogły im ani grube mury, ani sztandary Tankreda powiewające nad świątynią. Pijana od oparów krwi, żądna mordu gromada krzyżowców wpadła do meczetu, nie oszczędzając nikogo.

Trudno ocenić liczbę ofiar dwudniowej rzezi. Arabscy kronikarze oceniali ją na 70 000 ludzi, ale niestety nie musi to być mocno zawyżona liczba. Nie szafujący zbytnio ani słowami, ani ocenami Anonim, niejednokrotnie dający świadectwo swojej fanatycznej religijności, tym razem pisał, że stosy trupów były tak wysokie jak mury. Choć to tylko zgrabna przenośnia, nie ulega wątpliwości, że masakra Jerozolimy była czymś wyjątkowym nawet jak na standardy średniowiecznej wojny. Nikt wcześniej nie widział ani nawet nie słyszał o podobnej masakrze. „Wyczyn” krzyżowców został przebity dopiero sto kilkadziesiąt lat później podczas najazdów mongolskich hord Czyngis-chana. Nawet wśród wielu chrześcijan rzeź Jerozolimy wywołała prawdziwą zgrozę. Muzułmanie natomiast, którzy do tej pory byli skłonni uznać krzyżowców za nową siłę polityczną w regionie, po upadku miasta byli zdecydowani wypędzić najeźdźców za wszelką cenę. W późniejszych latach pamięć o tych krwawych wydarzeniach była w kontaktach między światem Wschodu i Zachodu barierą nie do przejścia.

  • WSTECZ
  • DO GÓRY
  • DALEJ
Copyright © 2007−2009 by historycznebitwy.info | All rights reserved. | Design by Misiek