Top
STRONA GŁÓWNA
BITWY
KSIĘGA GOŚCI
MAPA STRONY

Marsz na Malbork

3 lipca połączona już armia sprzymierzonych wyruszyła w kierunku krzyżackiej granicy. Początkowo maszerowano przez ziemie księstwa płockiego, którym władał lennik Jagiełły, Siemowit IV. Książę ten utrzymywał w sprawie konfliktu dość niejasną postawę: wysłał królowi wymagane dwie chorągwie, ale z drugiej strony zastawił Krzyżakom Zawkrze i utrzymywał z nimi przyjacielskie stosunki. Za tę dwuznaczną postawę król ukarał księcia spustoszeniem części jego ziem.

Kampania 1410 r.

Kampania 1410 r.

5 lipca w obozie polskim pojawili się posłowie króla Węgier, którzy po raz kolejny spróbowali nakłonić Jagiełłę do rozwiązania konfliktu drogą dyplomatyczną. Jagiełło zgodził się, ale postawił Krzyżakom bardzo twarde warunki (zwrot ziemi dobrzyńskiej, rezygnacja ze Żmudzi, wypłata odszkodowania). Król liczył się z tym, że wielki mistrz nie zgodzi się na jego warunki, ale przecież nie po to mobilizował wszystkie siły Królestwa i Litwy, by się teraz wycofać z wojny. Posłowie wyruszyli do Torunia, gdzie przebywał Ulrich von Jungingen, jednak zgodnie z przewidywaniami ich misja zakończyła się fiaskiem.

Dwa dni później wojska Unii dotarły do Bądzynia, a 9 lipca przekroczyły w końcu granicę Prus. Tutaj po raz pierwszy podniesiono wszystkie chorągwiane znaki, rozwiniętą też główną chorągiew Królestwa oraz odśpiewano Bogurodzicę. Wieczorem armia dotarła pod Lidzbark Welski, który został zdobyty, złupiony i spalony. Następnego ranka sprzymierzeni udali się w kierunku północno zachodnim ku przeprawom na Drwęcy i jeszcze przed południem armia sprzymierzonych dotarła do Kurzętnika, gdzie były dogodne brody. Okazało się jednak, że przeprawa obsadzona jest przez główne siły Zakonu dowodzone przez wielkiego mistrza.

Za skierowanie głównych sił krzyżackich (na drugorzędnych kierunkach pozostały stosunkowo nieliczne oddziały), stacjonujących jeszcze pod koniec czerwca w okolicach Świecia, do obrony brodów na Drwęcy, należą się wielkiemu mistrzowi słowa uznania. Rzeka była ostatnią poważną naturalną przeszkodą wodną na drodze do serca Prus. Ufortyfikowanie i obsadzenie przeprawy w zasadzie uniemożliwiało sprzymierzonym wojskom dalszy marsz w kierunku stolicy państwa zakonnego. Atak na umocnione pozycje wiązałby się z ryzykiem olbrzymich strat i byłby wbrew planom stoczenia bitwy w otwartym polu, umożliwiającym pełne wykorzystanie przewagi liczebnej sprzymierzonych. Z tego powodu dowództwo polsko-litewskich wojsk zdecydowało się odskoczyć od nieprzyjaciela w kierunku wschodnim i obejść rzekę u jej źródeł.

Zaplanowany odwrót rozpoczął się o świcie 11 lipca tą samą drogą, którą maszerowano wcześniej spod Lidzbarka Welskiego. Maszerowano szybko, tego dnia wojsko dotarło do Działdowa i zdobyło je. W lipcowym upale pokonano zatem aż 42 km. Tak szybki odwrót wojsk Jagiełły był dla Jungingena całkowitym zaskoczeniem. Armia sprzymierzonych zniknęła Krzyżakom z oczu na trzy dni, w czasie których nie mieli oni pojęcia co się dzieje z nieprzyjacielem. Armia Zakonu ruszyła w górę Drwęcy, 12 lipca przeprawiła się na lewy brzeg rzeki, a 13 lipca dotarła do Lubawy, gdzie rozłożyła się obozem w oczekiwaniu na rozwój wypadków.

Wąski przesmyk w Dąbrównie

Wąski przesmyk w Dąbrównie

Tymczasem armia Unii po oderwaniu się od nieprzyjaciela odpoczywała w okolicach Działdowa przez cały 12 lipca. Następnego dnia podążyła drogą w kierunku warownego miasta Dąbrówna. Tego dnia przed obliczem polskiego króla stawił się węgierski poseł i wręczył Jagielle akt formalnego wypowiedzenia wojny przez Węgry. Fakt ten był zupełnie bez znaczenia dla działań sprzymierzonych w Prusach, mógł jedynie ujemnie wpłynąć na morale, dlatego też został zatajony przed wojskiem. W godzinach przedwieczornych, po pokonaniu 25 km, wojsko dotarło pod Dąbrówno. Miasto było małe, ale dobrze ufortyfikowane i posiadało silną załogę. Położone w wąskim przesmyku między dwoma jeziorami musiało zostać zdobyte, by dalszy marsz mógł być kontynuowany. Zakończony sukcesem szturm trwał trzy godziny, miasto zostało spalone, a ludność wycięta lub wzięta do niewoli. Pojawił się jednak nieprzewidziany problem − szalejący ogień uniemożliwił sforsowanie wąskiego przesmyku. Oczekiwanie na zakończenie pożaru mogło zakończyć się przybyciem zaalarmowanej ogniem armii Zakonu i zablokowaniem przeprawy, podobnie jak to miało miejsce pod Kurzętnikiem. Dowództwo polskie zdecydowało się na ponowną korektę trasy marszu i zamierzało obejść niespodziewaną przeszkodę okrężną drogą. Miało to jednak nastąpić dopiero po kolejnym dniu odpoczynku.

  • WSTECZ
  • DO GÓRY
  • DALEJ
Copyright © 2007−2017 by historycznebitwy.info | All rights reserved. | Design by Misiek